PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Tu rozmawiamy o problemach dotyczących kosztorysowania
budemenes
Użytkownik
Posty: 10
Rejestracja: 18 paź 2011, o 16:07

PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: budemenes » 22 lis 2011, o 11:13

Całkiem niedawno miałem spięcie na budowie z arcyczcigodnym inżynierem inspektorem nadzoru, który, nie wdając się w szczegóły, zanegował roszczenia dotyczące podniesienia sumy ubezpieczenia zalanego mieszkania ubogiej wdowy twierdząc, że normy we wszystkich kaenerach są maksymalne i mamy raczej siedzieć cicho bo i tak zarabiamy na tym co wycenił ubezpieczyciel.
Na Litość Boską! Znowu poczułem się tak jak po wygranym przetargu inwestor mówi:"trzeba było ująć w kosztach pośrednich", "trzeba było zadać pytanie", "trzeba było poprawić projekt zgodnie z K.C." Znowu. I mam tego dość.
Dlatego też w związku ze swoimi wieloletnimi zmaganiami się z absurdami dotyczącymi wycen w budownictwie (i budownictwa w ogóle) chcę na tym forum wywołać dyskusję na temat celowości kosztorysowania wg KNRów w obecnej formie.

Wyceny kosztorysowe na podstawie pradawnych KNR-ów (czcigodny 2-02, 2-01 etc...) do których odnoszą się katalogi nowych technologii, będąc wyrastającymi z tych staroci suplementami, prowadzą do dramatycznych sytuacji, stawiających proces budowlany przed problemami, których rozwiązanie nie zależy od konkretnej argumentacji lecz od dobrej woli jednej ze stron.
Pomijając szacunek jaki mam dla twórców KNRów, programistów i kogo tam jeszcze zaangażowanego w ekonomię budownictwa, uważam, że "główne" KNRy należy przeredagować (lub po prostu wyrzucić) bo te, tworzone przeważnie w czasach komuny, sieją zamęt, wywołują nieporozumienia i mają się nijak do terazniejszości, gdzie organizacja budownictwa ewoluowała (tu polecam wycenę tynków wg KNR 2-02 - dobrej zabawy :).
Każdy nowy katalog odwołujący się do założeń 2-02 traktuję podejrzliwie i nieufnie. Wam też takie podejście polecam.

Bardzo często kosztorysowanie wygląda tak:
Jest inwestor. Ma pięniądze, pomysł na bizes, gotowy projekt i chce dowiedzieć się ile na "to" wyda. I tu rozpoczyna się tragedia. Doświadczony KOSZTORYSANT zabiera się do wyceny wg KNRów wierząc w ich nieomylność i ukrytą w nich prawdę objawioną. Poparty radami (pożal się Boże) sympatycznego Pana Pradowskiego i niejakiego Pana Rokiel, tworzy koszmarnego gniota, przez którego inwestor czuje że przepłaca a wykonawca nie śpi po nocach bo nie wie, czy do tego interesu nie dołoży.
Gorzej jest tylko w zamówieniach publicznych, gdzie Inwestor zaciąga zbyt duże kredyty pod źle oszacowaną inwestycję.

Na rynku jest coraz więcej firm (sam w takiej się udzielałem) dla których programy do kosztorysowania to zbędny wydatek. Wystarczy EXCEL znajomość cen jednostkowych i można ofertować. Kosztorysowanie, sekocenbud, intercenbud są potrzebne tylko wtedy gdy trafi się ktoś kto chce być FAIR-jerem.


Ps.*
Owa miła Pani ze wstępu dostała od uzbezpieczyciela ponaddwutysięczną rekompenstatę (wyliczoną wg knr), natomiast wykonawca wycenił się na 10 000,00 z okładem. Zrobiłem podobną kalkulację, dostosowując KNRy oraz ceny RMS do jego wyliczeń i na chwilę obecną, po interwencji prawnika, przyznano miłej Pani ponad 5 000,00 zł. Zastanawiamy się nad dalszymi roszczeniami.

klar
Użytkownik
Posty: 13
Rejestracja: 23 lis 2011, o 15:14

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: klar » 23 lis 2011, o 15:46

Szanowny forumowiczu.
Rzadko biorę udział w dyskusjach na forach, lecz tym razem przekażę moją opinię. Otóż nikt nie nakazuje nam (kosztorysantom) stosować archaików. Żadne prawo nie zmusza, tym bardziej nie oferenta. Jakieś pozostałości, wzmianki są jeszcze w przepisach o kosztorysowaniu inwestorskim, ale nawet jako alternatywne. Ja, szczerze mówiąc, używam KNR tylko jako "szablonu" o jakimś z góry uznanym nazewnictwie pozycji, tak aby każdy wiedział o jaką robotę chodzi, a sam modyfikuję jak się da, zmieniając rmsy i podając dopisek analiza własna, indywidualna (nie analogia). To ma być realny koszt (jeśli to oferta) i w miarę realny (jeśli mowa o inwestorskim). I jeśli nie ma założeń wyjściowych do kosztorysowania, a w nich wskazań do używania KNR, to nikt nie zabroni mi stosować wolnorynkowych norm, stawek, analiz. Niestety cały czas jeszcze środowisko budowlane wierzy w KNR, jak muzułmanin w Koran. To jeszcze betonowe środowisko. I pewnie, dlaczego by nie używać tylko arkusza kalkulacyjnego? Znając wszystkie stawki... Ja nie znam, czasami (może i często) nie znam poszczególnych technologii zaprojektowanych robót. Wtedy mój "KNR" to telefon i rozmowy z dostawcami M, wykonawcami R (którzy robią daną robotę i znają się lepiej ode mnie na tym). Potem drugi telefon z tymi samymi pytaniami dla sprawdzenia poziomu cen (może być i trzeci). Dalej... kartka papieru i sumowanie RMS i mam pozycję nową wg nowej technologii :). Czasami obejdzie się bez dzwonienia. Ale czytam strony producentów w necie i przypasowuje coś z najnowszych KNR. My kosztorysanci (ja na pewno) jesteśmy od sumowania wszystkich robót i stworzenia obrazu kosztów. Czy to się udaje? Mam nadzieję, że mi tak. Jak na razie zresztą.

Awatar użytkownika
Jacek Sawośko
Użytkownik
Posty: 19
Rejestracja: 7 kwie 2011, o 11:49

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: Jacek Sawośko » 23 lis 2011, o 15:54

uważam, że kosztorysowanie jest potrzebne, nawet wręcz niezbędne do funkcjonowania całej branży
bo mimo głównej zasady gospodarki wolnorynkowej, wedle której wymiana dóbr (towarów/usług) dokonuje się w wyniku dobrowolnie zawieranych transakcji pomiędzy kupującymi a sprzedającymi, przy dobrowolnie ustalonej przez nich cenie. To cenę tę, obie strony muszą obopólnie uzgodnić.
I nie ważne czy kalkulacja będzie opierała się na normatywach katalogów KNR, czy cenach jednostkowych robót wg cenników, czy cen wyssanych z palca - to takie opracowanie, ciągle będzie nosiło dumną nazwę kosztorys. A cała trudność polega na tym, aby obie strony zgodnie zaakceptowały wyliczone ceny.
Dlatego, jeszcze nie tak dawno temu, panowało przekonanie, że lepsza jest nawet najgorsza pozycja liczona wg KNR, niż najlepsza kalkulacja własna. Lecz dziś powoli zaczyna przeważać pogląd, że nie ważne jak, że nieważne jakie są metody liczenia, ważne żeby cena była dobra :)
pozdrowienia

Andrrew
Użytkownik
Posty: 25
Rejestracja: 24 lis 2011, o 07:49
Kontakt:

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: Andrrew » 24 lis 2011, o 13:41

Ciekawe jak forumowicz budemenes wyobraża sobie wycenę robót budowlanych bez kosztorysowania?
Kosztorysowanie, wbrew dość powszechnie panującej w środowisku budowlanym opinii, jest bardzo szerokim i trudnym zagadnieniem. Nie powinno się zatem nadmiernie generalizować i twierdzić, że kosztorysowanie jest "be" bo ktoś zrobił fatalną kalkulację opartą jedynie o stare KNRy bez żadnych modyfikacji poszczególnych nakładów. Kalkulowanie jedynie w oparciu o dołączone do programów kosztorysowych KNRy i uśrednione cenniki różnych wydawnictw bez ingerencji własnej w normy i ceny jest czynnością bardzo prostą, ale jednocześnie daje bardzo mierne rezultaty. Ale jak już podali przedmówcy aktualnie żadne przepisy prawne nie nakazują stosowania KNRów jako podstawy wyceny.

Wszystko więc zależy od kosztorysanta. Porządny kosztorysant, których nawiasem mówiąc jest dużo, dużo mniej niż 50% ogółu wykonujących ten fach ludzi, wyceni dowolną robotę bez użycia żadnych katalogów bądź cenników (choć owe często są jednak pomocne). A w robotach takich jak przywołana, czyli remontowych, różnice w wycenie będą szczególnie duże. Roboty remontowe zawsze są najtrudniejsze do skosztorysowania. Stąd więc mogą pojawić się znaczne różnice w kosztorysach wykonanych przez różne osoby. W tym kryje się także powód "drogiej" oferty za wykonanie zadania remontowego przez firmę wykonawczą. Bo zlecenie wykonania dobrego (realnego) kosztorysu na robotę (zwłaszcza remontową) słono kosztuje i wykonawcy niekoniecznie opłaca się "bawić" w kosztorysy za łączną kwotę jak na budownictwo drobną czyli kilku tysięcy złotych, dlatego od razu daje cenę z górką za całe zadanie.

Zupełnie inna bajka to inwestorzy, zwłaszcza publiczni, którzy często mają bardzo niekompetentne kadry i w specyfikacjach rzeczywiście narzucają kosztorysowanie ściśle zgodne z KNRami albo ściśle według załączonych przez siebie (zazwyczaj fatalnie wykonanych) przedmiarów. Czynią to z resztą niezgodnie z prawem zamówień publicznych i na własną niekorzyść. Zupełnie logiczne jest przecież i stosowane, że im gorzej (bardziej niekorzystnie dla potencjalnego wykonawcy) napisana jest specyfikacja i sporządzone są fatalne i jednocześnie obowiązkowe do użycia przedmiary tym wyższe będą kalkulowane ryzyka wykonawcy, a więc wyższe ceny za wykonanie zamówienia, na czym de facto traci interes społeczny. Bo niestety wszelkie odwołania od żądań inwestora są drogie, żmudne, czasem wręcz niemożliwe, dlatego takie i inne absurdalne zapisy w specyfikacjach na zamówienia robót budowlanych wielu instytucji pozostają przez lata takie same. To te zachowania powinno się piętnować, a nie zrzucać winę na samo kosztorysowanie jako takie.

maniek123
Nowy użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: 11 cze 2012, o 10:59

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: maniek123 » 11 cze 2012, o 11:04

Każdy specjalista chce mieć pracę, również kosztorysant, takie usługi są bardzo przydatne. Jak coś budować nie wiedząc wstępnie ile to będzie nas kosztować...
kosztorysowanie warszawa - polecam usługi

Awatar użytkownika
FireFighter
Użytkownik
Posty: 47
Rejestracja: 10 mar 2013, o 10:44

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: FireFighter » 16 mar 2013, o 13:11

Długo nosiłem się z wypowiedzeniem w tym temacie, ale w końcu się przełamałem :) Może nie mam zbyt dużego doświadczenia w kosztorysowaniu (2,5 roku, kilkaset kosztorysów ofertowych, inwestorskich, powykonawczych zarówno na instalacje, jak i całe domku czy pawilony handlowe). Wyobrażając sobie kosztorysowanie w Excelu można by to uśrednić, że projekt np. instalacji można zrobić w Paincie. Jak ktoś chce, to zrobi, wydrukuje będzie wyglądać profesjonalnie. Z drugiej strony Excel kojarzy mi się z jednym potencjalnym klientem, który miał rozbiórki izolację na rurociągach. Jak się dowiedział, że wypadało by jechać, pomierzyć ilości i średnice, obmiary wrzucić w Normę, przeliczyć robociznę, KP i Z i że będzie to kosztowało. Oczywiście nie chciał, bo po co. Uśrednił stawkę demontażu na 18 zł/mb bo ludziom da 10-12 zł za mb i zarobi. Kolorowa tabelka, ładnie się sumowało, wyglądało w porządku. Po jakimś czasie wrócił z tekstem, że co to za robotę wziął, że inwestorzy tacy i siacy, że każdy okrada, itp, bo on dołożył do tej roboty. A mógł poświęcić trochę pieniążków (naprawdę niewielką kwotę w skali tej roboty) i mieć ładnie wszystko wyliczone. Znałby opłacalność, czy warto to robić czy nie. Nagadał ile to musiał autem tam z brygadą jeździć, że trzeba było otulinę wozić na wysypisko na terenie rozbiórki, ładować i rozładowywać itp. Na szybko stworzyłem mu paropozycyjny kosztorysik i pokazałem na czym polega cały trik, że jego wycena w Excelu nie bierze pod uwagę wielu aspektów roboty, albo uwzględnia je, ale nie wiadomo w jakiej wysokości. A w kosztorysiku wyszło mu raz dwa, ile jest robocizny netto (oraz ilości teoretycznych/kosztorysowych roboczogodzin na robotę, czyli ile czasu to będzie trwać, czyli ile dniówek muszą dostać pracownicy, czyli ile go będą kosztować), ile czasu będzie jeździć auto z otuliną na wysypisko (ile czasu będzie pracował kierowca), itp, itd. Na podstawie wyliczonych KP można było sprawdzić czy w tych kosztach zmieści się paliwo na dojazd, opłaty za pracowników, telefon, itp - ogólnie koszty działalności. Nie neguję, w Excelu można zrobić dobry kosztorys, nawet profesjonalny, ale wymaga to dużo większego nakładu czasu. I trudniej jest go modyfikować. Chyba, że ktoś robi roboty typu tynkowanie, z wyliczona własną stawką za m2, podstawia obmiar i voila gotowe. Albo korzysta z biuletynów cen, za pomocą których można spokojnie oszacować robotę. Chociaż biuletyny odnoszą się do uśrednionych warunków wykonywania prac, a wypada je do warunków lokalnych dopasować. A pomijam fakt, że często Excelowe kosztorysy liczą materiały 1:1, 100m instalacji to 100m rur. Nikt nie zakłada delikatnego nadmiaru/odpadu. A KNRy właśnie to uwzględniają, odpady z rur, nadkłady na np. beton. Bywają i inwestorzy, który widzą w kosztorysie pozycję rurociąg z PP powiedzmy za 17,98 i zaraz leci do hurtowni widzi, że rura kosztuje niecałe 8 zł na m. I zaczynają się teksty, że ile to zarobi nich wykonawca. I zaczyna się dyskusja, że 8 zł to kosztuje rura, a 17,98 to przywóz z hurtowni, rura+jej ułożenie+robocizna+kształtki+uchwyty+materiały pomocnicze, praca zgrzewarki do wykonania roboty (np. czyściwo). Wtedy dopiero zaczyna jarzyć o co chodzi w tej cenie. Inwestor taki zwykły szary jak słyszy, że dostanie kosztorys to cały jest podjarany, bo będzie miał KOSZTORYS. Tyle, że musi go umieć odczytać, albo mieć kogoś kto mu to wytłumaczy.

Wg mnie postrzeganie kosztorysowania tylko jako metody poznania i ustalenia ceny to nie pełne zrozumienie tematu. Owszem można stworzyć kosztorys bazujący tylko na cenach jednostkowych, da nam on cenę, dogadamy się z Inwestorem i gotowe. Ja oprócz samego kosztorysu dodatkowo drukuję oferentowi zestawienie robocizny, materiałów i sprzętu. Ma łatwy obraz ile czasu zajmie dana robota, jakie ma zużycie materiału i jakie koszty pracy sprzętu. I ma materiał z podanymi ilościami. O ile łatwiej jest zamówić 8 m3 betony B-20, niż tłumaczyć w betoniarni (przykład zasłyszany z życia, Inwestor zamawiał: "Panie, potrzebuję betonu na domek, taki 120 m2, nieduży taki, zielony będzie :D, no żeby fundamenty wylać, pod taki domek, no nie wiem gruszka, e nie może ze dwie żeby nie brakło" :D Często potem Inwestor albo wykonawca dzwoni, żeby np. cenę koparki zmienić, bo ma kogoś kto zrobi to taniej, albo cenę materiału bo utargował większy upust. Kilka kliknięć i kosztorys jest gotowy z poprawkami. Albo i czasem dwa kosztorysy , jeden z upustami pełnymi w hurtowni, stawką robocizny jaką faktycznie dostaną ludzie - to jest kosztorys kosztów roboty i drugi z upustami obciętymi o np. połowę - to jest kosztorys dla Inwestora. Wychodząca różnica pokazuje teoretyczny zysk na robocie. Albo kwotę do jakiej można zejść maksymalnie w negocjacjach gdyby trzeba było złapać robotę i zrobić po kosztach. Doświadczony kosztorysant traktuje wg mnie KNR jako zobrazowanie pracy jaka będzie wykonana. Tak, że jak drugi dostanie przedmiar to będzie wiedział co jest uwzględnione w tej pozycji jaką ma ona wartość czysto kosztorysową, średnią czy realną. A to że opis może być z 4-01, a w środku mamy "bebechy" z jakiegoś AT który lepiej sprawdza się przy danej robocie to jest już osobna sprawa. Ja wtedy dodaję słowo klucz "analiza indywidualna". Osobną sprawą jest to że przedmiary czy kosztorysy inwestorskie są czasem robione bez pojęcia. Kliku kliku po KNR, ceny z Sekocenbudu, a damy jeszcze im +5% tak żeby nie było i gotowe. Połowy, rzeczy nie ma, połowa jest niby w KP. A pani Zosia przy przetargu będzie mieć wydrukowany przedmiar lub inwestorski, wydrukowany ofertowy i poz. po poz. sprawdzać czy się zgadzają opisy ! i z grubsza ceny. A jak są jakieś dodatkowe pozycje albo niedaj boże jakaś analogia no to już po ofercie. Dlatego w wielu przetargach jest dupochron że przedmiar jest pomocniczo. :) mamy go pomocniczo, ale musimy zrobić kosztorys ofertowy, który ma być z nim zgodny :D Wiele nieujętych przez tworzącego robót, trzeba ukrywać w pozycjach albo w KP. Mała dygresja, ktoś kto tworzy inwestorski, powinien najpierw zrobić sobie z 10-15 kosztorysów na podstawie przedmiarów (najlepiej z przetargów) i potem sprawdzić je z projektem. Tak żeby nauczyć się robić dobry przedmiar, tak żeby kosztorysant sporządzając kosztorys ofertowy nie musiał liczyć od podstaw całości ze sprawdzeniem obmiarów łącznie. Bo i tak bywa, że w przedmiarze 3 pompy c.o. , w specyfikacji dwie, a na rysunku jedna :) i trzeba zapytanie pisać i czekać na odpowiedź.

Co do inspektorów tu można trafić różnie. Można na takiego, który orientuje się w kosztorysowaniu i da się z nim logicznie podyskutować, a można na "betonka", który ma swój świat i jego celem jest wykazanie się inwestorowi jak to on ceny tnie. Jeden z takich próbował się wykazać jak zobaczył w kosztorysie pozycję z montażem centrali wentylacyjnej za 85 tyś zł, wyciągnął komóreczkę zadzwonił do jakiegoś znajomego i tryumfalnie ogłosił, że on taką centralę kupi za niecałe 70 tyś zł z upustem. Na to ode mnie dostał odpowiedź, że super. Jeżeli przywiezie ją za te niecałe 70 tyś,zamontuje, uruchomi, weźmie na siebie gwarancję to od razu możemy z nim podpisać umowę na to i na taką kwotę. Pan inspektor zaraz zamilkł, bo dotarła do niego bolesna prawda, że w tych ok. 15 tyś różnicy jest transport, montaż, uruchomienie, i jakiegoś zysku (robotę robi się dla zysku, a nie po kosztach) itp. Czyli koszty których nie potrafi oszacować. Ale panuje przekonanie że jak się zna cenę materiałów z faktury, ilość ludzi i czas w jakim coś zrobią to już mamy kosztorys. Wrzucam to w Excela w ładną tabelkę, drukuję, najlepiej z kolorach i gotowe. Wykonawca zapłaci ludzi, materiał i będzie szczęśliwy :) a po co pośrednie koszty jakieś jeszcze, Nie ważne że, nie zapłaci zusu, nie wleje nic do baku żeby ludzi dowieźć, a jakiś zysk - tego się nie liczy. Przecież on na upuście w hurtowni już ma kokosy.

Reasumując kosztorysowanie to nie łatwa sztuka: bo trzeba być po trochę projektantem, po trochę technologiem, po trochę wykonawcą, po trochę inwestorem - dobrać technologię, dobrać ceny, dobrać upusty, koszty placu budowy, itp. No i szczypta ekonomii do tego- zmiany cen, prognozy zmiany cen, ceny walut. I zrobić to tak, żeby wykonawca zarobił, opłacił ludzi i swoje koszty, a Inwestor był zadowolony z ceny. Do tego jeszcze trzymać się trzeba wytycznych projektanta :) Nie jest to łatwy i prosty kawałek chleba.

jasecki
Aktywny użytkownik
Posty: 153
Rejestracja: 16 lut 2012, o 08:52

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: jasecki » 20 mar 2013, o 13:04

Jak widać, o kosztorysowaniu można mówić długo i namiętnie :lol: Ale ja napisze krótko:
1. Stosować KNR-y a nie jakieś Excell-y itp.
2. Wprowadzić prace nad uaktualnieniem KNR-ów, poprawkami, wyjaśnieniami, interpretacjami itp.,
3. Wprowadzać nowe katalogi na nowe technologie i na roboty nigdzie wcześniej nie skatalogowane.
4. Wprowadzić jakieś wymagania dla kosztorysantów: podnieść prestiż zawodu.
5. No i obowiązkowo: kochać tę robotę... :oops:

Awatar użytkownika
FireFighter
Użytkownik
Posty: 47
Rejestracja: 10 mar 2013, o 10:44

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: FireFighter » 15 lip 2014, o 08:29

Właśnie dostałem temat do wyceny z przedmiarem w Excelu. I jest w nim kwintesencja tego tematu. Niby faktycznie "przedmiar", nawiewniki zliczone, kratki zliczone, i dwie piękne pozycje, które na pewno rozbawią:

- Inne nie wyszczególnione - czyli biegaj człowieku po rys. 3 kondygnacji marketu i szukaj co tu może jeszcze być.
- Montaż kanałów wentylacyjnych, prostokątnych - 1 kpl. :)

O ile jeszcze poz. nr 1 idzie zrozumieć, bo ciężko czegoś drobnego przy przedmiarowaniu pominąć, to druga poz jest super.

Chciałbym zobaczyć minę inwestora, gdy wręczam mu kosztorys na dom składający się z dwóch oprawionych kartek: strony tytułowej, drugiej strony z poz 1. Dom jednorodzinny, podpiwniczony - 1 kpl. - 455 000,00 zł :)

Rafał
Użytkownik
Posty: 22
Rejestracja: 10 wrz 2013, o 13:43

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: Rafał » 16 lip 2014, o 18:28

FireFighter pisze:Właśnie dostałem temat do wyceny z przedmiarem w Excelu. I jest w nim kwintesencja tego tematu. Niby faktycznie "przedmiar", nawiewniki zliczone, kratki zliczone, i dwie piękne pozycje, które na pewno rozbawią:

- Inne nie wyszczególnione - czyli biegaj człowieku po rys. 3 kondygnacji marketu i szukaj co tu może jeszcze być.
- Montaż kanałów wentylacyjnych, prostokątnych - 1 kpl. :)

O ile jeszcze poz. nr 1 idzie zrozumieć, bo ciężko czegoś drobnego przy przedmiarowaniu pominąć, to druga poz jest super.

Chciałbym zobaczyć minę inwestora, gdy wręczam mu kosztorys na dom składający się z dwóch oprawionych kartek: strony tytułowej, drugiej strony z poz 1. Dom jednorodzinny, podpiwniczony - 1 kpl. - 455 000,00 zł :)
i cena "Π" x "oko"

Andrrew
Użytkownik
Posty: 25
Rejestracja: 24 lis 2011, o 07:49
Kontakt:

Re: PO CO KOMU KOSZTORYSOWANIE?

Post autor: Andrrew » 24 lip 2014, o 10:13

FireFighter pisze:Właśnie dostałem temat do wyceny z przedmiarem w Excelu. I jest w nim kwintesencja tego tematu. Niby faktycznie "przedmiar", nawiewniki zliczone, kratki zliczone, i dwie piękne pozycje, które na pewno rozbawią:

- Inne nie wyszczególnione - czyli biegaj człowieku po rys. 3 kondygnacji marketu i szukaj co tu może jeszcze być.
- Montaż kanałów wentylacyjnych, prostokątnych - 1 kpl. :)
O ile jeszcze poz. nr 1 idzie zrozumieć, bo ciężko czegoś drobnego przy przedmiarowaniu pominąć, to druga poz jest super.
Chciałbym zobaczyć minę inwestora, gdy wręczam mu kosztorys na dom składający się z dwóch oprawionych kartek: strony tytułowej, drugiej strony z poz 1. Dom jednorodzinny, podpiwniczony - 1 kpl. - 455 000,00 zł :)
Normalka, większość kosztorysów/przedmiarów ma tego typu pozycje. Wszystko wynika z napiętych terminów realizacji, często słabo opłacanych ludzi wykonujących kosztorysy i w konsekwencji braku czasu i chęci na wykonanie szczegółowych obmiarów. Przy czym o ile to jest zamówienie wynagradzane ryczałtowo, to nie widzę dużego problemu. Gorzej przy wynagrodzeniu kosztorysowym, bo jak opłacić roboty "Montaż kanałów wentylacyjnych, prostokątnych 1 kpl" gdy wykonało się ich mniej lub więcej niż w projekcie?
Poza tym uważam, że raczej pozycja z pierwszego myślniku jest niepoważna, bo różne drobne prace, które należy wykonać, a trudno je włożyć w ramy standardowych pozycji kosztorysowych albo po prostu posiadają minimalne obmiary powinny być traktowane jako roboty towarzyszące przy innych pozycjach kosztorysowych określających większe roboty, ewentualnie ujęte w narzutach.

Ceny wesoło nazwane "Π" x "oko" wynikają też z problemów jak wyżej, a zupełnie normalnym wydaje się ich stosowanie przy pracach drobnych, których szczegółowa kalkulacja po prostu nie jest potrzebna.

ODPOWIEDZ